Reasumując…

Reasumując…

Wszyscy piszą podsumowania 2015 roku. Może i ja powinnam? Zdecydowanie był to dobry rok. Była zmiana, były super wyprawy i był (hmm.. jest) też jeden wredny element, który jest dobrym powodem do rozpoczęcia pracy nad sobą. Uwaga, będą osobiste wywody, ale miejmy nadzieję, że Was nie zanudzę.

Po pierwsze, zmieniłam pracę. Był to dla mnie duży krok, bo ja lubię się zasiedzieć w jednym miejscu, a zmiany są dla mnie dużym wyzwaniem. Ale z odpowiednim wsparciem przebrnęłam i zaczęłam nowy rozdział. Była to jedna z najlepszych decyzji, jakie mogłam podjąć. Zmiana rodzaju pracy i obowiązków odstresowała mnie trochę i poprawiła stan moich włosów, które wypadały na potęgę.

Do tego poznałam super ludzi, którzy tę pracę znacznie umilają.

Nowa praca przyniosła kolejny bonus w postaci wyprawy do USA i NY. Część zdjęć już widzieliście, ale jest ich ponad 5000 więc there is a lot more to come. Żeby mi się tylko chciało je przejrzeć…

Później nadeszła kolejna wyprawa, tym razem wakacyjna, do Portugalii. Zakochałam się w palmach, trochę wypoczęłam, ale jak zwykle prawie się nie opaliłam… Nic nowego…

To były takie trzy główne wydarzenia minionego roku. Do tego wyszedł na jaw problem z moją tarczycą, który skutecznie uprzykrzył mi życie wzrostem wagi. Aktualnie jest to ustabilizowane, aczkolwiek tłuszcz nie zniknie sam. I to jest mój gol na następny rok: zmusić go, żeby sobie poszedł.

Jeszcze z tych przyjemnych rzeczy bardziej materialnych, kilku ulubieńców: Kindle, nowy telefon i komputer. Straszna ze mnie gadżeciara, ale bez technologii ciężko mi żyć.

A jakie były Wasze najlepsze momenty 2015?

buziaki,
Karola