California dreamin’: San Francisco part 1

California dreamin’: San Francisco part 1

Dzisiaj dzielę się z Wami spełnieniem jednego z moich największych marzeń, czyli moimi wakacjami w Kalifornii. Zdjęcia pokazuję chronologicznie.

San Francisco, mimo iż na zdjęciach wygląda pięknie, tak naprawdę najmniej mi się podobało. Zimno (w dzień 18st i duży wiatr, w nocy 12 stopni i też wiatr), brudno, śmierdząco, mnóstwo bezdomnych. Dlaczego mnóstwo bezdomnych? Historia jest… ciekawa. W latach 70-tych ludzie rządzący San Francisco postanowili obciąć budżet na istytucje zajmujące się osobami chorymi psychicznie. Większość ośrodków została zamknięta lub zmniejszona, a znaczna część ich pensjonariuszy dostała do ręki tabletki na następne 72 godziny i musiała sobie poradzić sama na ulicy. Jak wiadomo, niewiele osób chorych psychicznie, które musiały być zamkniete w ośrodku, będzie w stanie znaleźć pracę i mieszkanie, tak więc trafili na ulicę. I to była dopiero jedna część bezdomnych, pochodząca z San Francisco. Kilka lat później, gdy bezdomni okazali się sporym problemem, władze postanowiły im „pomóc” zwiększając zasiłki dla bezdomnych. O zwiększonych zasiłkach dla bezdomnych dowiedziały się inne miasta, które także miały duży problem. Jakie było najtańsze wyjście dla nich? Kupić bilety do San Francisco swoim bezdomnym. Bezdomni dostali bilety, „jedźcie do San Francisco! tam dają dużo kasy bezdomnym!”. No i przyjechali.

[Zdjęcia nie są obrobione ani wykadrowane, jest ich zdecydowanie zbyt dużo 😉 dlatego też samo San Francisco muszę podzielić na dwie części.]

Prawdziwy, amerykański „diner”, jak na filmach 🙂 Przy każdym stoliku przylegającym do ściany była mini szafa grająca, gdzie każdy za $0.25 mógł puścić wybraną przez siebie piosenkę 🙂

Lombard Street, najbardziej zakręcona ulica na świecie 😉 Niestety jak się mierzy niecałe 170cm trudno jest zrobić zdjęcie pokazujące całą ulicę 😉 Jeśli lubi się stać w kolejkach do atrakcji, ulicą Lombard można zjechać samochodem, na szczęścię z góry na dół, chociaż automatycznie skrzynie biegów idealnie sobie radzą z pagórkami (albo raczej górami) w San Francisco.

Brama wjazdowa do China Town, jednego z najstarszych w USA. Kiedyś przez tę bramę mógł przejechać tylko cesarz Chin, każdy inny, kto spróbował, mógł zostać zabity na miejscu. Lewa „bramka”, męska służyła do wchodzenia do China Town (mężczyzna idzie do pracy zarobić na dom), prawa (żeńska) do wychodzenia (wracamy do domowego ogniska, do rodziny).

Alcatraz

 

Na dzisiaj to tyle, mam jeszcze w zanadrzu mnóstwo zdjęć, więc wypatrujcie kolejnych notek 🙂

buziaki
Karola